sobota, 7 stycznia 2017

"Dowód ontologiczny" - Andrzej Ballo

      Czas nie istnieje. Nie wierzysz ? Proszę bardzo, ale matematyka, fizyka i prosta filozofia mówią co innego. Matematycznie, gdyby czas istniał, dałoby się go obliczyć. Z fizycznego punktu widzenia, gdyby czas istniał, miałby wpływ na wszystko co się dzieje wokół nas. A filozoficznie ? Gdyby czas istniał, to myślami bym w nim podróżował, a nie siedział w tym co jest tu i teraz. Chwila... przecież czas można obliczyć, ma wpływ na wszystko co się wokół nas dzieje, a my prawie ciągle żyjemy przeszłością i przyszłością. Zwracam honor wszystkim, którzy czytając pierwsze moje zdania, w myślach obliczyli moje IQ ograniczając się do jednocyfrowych liczb, nie da się udowodnić, że czas nie istnieje, a tym bardziej powątpiewać w jego byt. Może nie potrafię filozofować, ale Anzelm, nasz bohater, całkiem nieźle sobie z tym radzi, a ja chyba zaczynam mu wierzyć.

    Dowód Ontologiczny, dzieło Andrzeja Ballo, dowód na to, że jedna książka, potrafi namieszać człowiekowi w głowie bardziej niż politycy, specjaliści od marketingu i nauczyciele fizyki kwantowej, razem wzięci.  Poznając głównego bohatera, cynicznego matematyka, pierwszym co nam się rzuca w oczy, jest jego zamiłowanie do liczb, filozofii, kobiet i alkoholu. Genialna narracja sprawia, że zwracamy uwagę na wszystko, wszystko oprócz głównego wątku, który opowiedziany z perspektywy psychiki Anzelma, stacza go w dalszy kąt. Awangardowym rozwiązaniem, pozwalającym nam wejść w duszę Anzelma jest ukazanie odczuć jego zmysłów, choć im głębiej w lekturę, tym te przerywniki zmysłów zdają się być pisane na siłę i wymuszone, co mimo wszystko nie odbiera im ani szczypty genialnego zamysłu i koncepcji. Sprawne podróże między myślami, snami i rzeczywistością, swoją płynnością łączą nam te trzy światy, a ja sam w pewnych momentach pogrążenia w lekturze wracałem się kilka stron w tył, aby rozszyfrować na którym z poziomów właśnie się znajduję. Sprawę utrudniają nam jeszcze irracjonalne zdarzenia, oraz takie, które w prawdzimym rzeczywistym świecie nie miały by miejsca. Przykładowo, łatwość i szybkość w nawiązywaniu z kobietami przez Anzelma relacji intymnych, czy sytuacja, gdy nasz bohater próbując wysłać "buziaka", nie trafia i ten odbijając się od kilku losowo napotkanych przedmiotów trafia w uczennicę , która odpowiada Anzelmowi tym samym. Logika płacze w tym momencie, choć są to łzy szczęścia, że w końcu może bezkarnie odetchnąć i uciąć sobie drzemkę.

Główny wątek, nie powinienem się na nim skupiać, ale wypadałoby kilka słów o nim powiedzieć. Oczywiście, głównym celem naszego bohatera jest udowodnienie, że czas nie istnieje, choć zostaje on czasami (dosyć często) degradowany, na rzecz, przepraszam za te określenie ale, "zaliczania lasek". Za dużo, po prostu za dużo. 

Z szacunku dla filozofii i matematyki, nic bym w treści książki nie zmienił, mimo tego, że doczytując do końca niektóre fragmenty, komentuje je słowami "bez sensu", to dodają one smaku i są jak matematyka i filozofia, niezrozumiałe dla wszystkich. Za to tą książkę cenię.  Jeśli czujesz się dobrze w trudnych tematach, przeczytaj. Jeśli uważasz, że ta książka nie jest dla ciebie, przeczytaj i uwierz, że jest dla ciebie. A jeśli nie interesują cie poruszane tematy, przeczytaj, chociażby dla genialnego humoru i ciętych ripost Anzelma. Postawienie oceny jest tu jedynie formalnością, ale jakby komuś bardzo na tym zależało, to według mnie jest to mocny "pierwiastek ze 169, dzielone na 2, dodać 1,5" 

"-Zjadłabym coś lekkiego, jak już – wycedziła nieśmiało.
-Styropian?"

Ps. NIE ! Cofam ! Jest coś co bym zmienił ! Na stronie 118, w czwartym od dołu wersie jest błąd ! Malutki, ale jest.

-Szymon Piotr 

2 komentarze :

  1. WoW idealna ksiązka :O

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/01/winter-blue-sweater.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy to recenzja , bardziej komentarz ale

    Najbardziej żywym, atrakcyjnym elementem i atutem książki „Dowód ontologiczny” Andrzeja Ballo są w moim odczuciu dialogi zmysłów. (plus spiker) Bardzo zresztą bliskie a czytający potrzebuje znaleźć w treściach które przemierza krztynę identyfikacji. (Wydaje mi się, że cokolwiek robimy szukamy punktu zaczepienia i po trosze siebie samych choćbyśmy od siebie chcieli uciec)) Ciekawi mnie czy na co dzień zmysły owe zagadują autora równie intensywnie jak w książce, trochę jak kobiety, trochę są męczące ;) Gadulińskie zmysły, gaduliński umysł, wypisz wymaluj kobiece cechy ;)

    Abstrakcyjne dialogi wbrew pozorom sprowadzają na ziemię, każą szukać gruntu, tak jak czarny humor na stypie po obśmianiu i obgadaniu zmarłego, jego rodziny, etc. pozwala nie zwariować i wydestylować esencje człowieka choćby ważyła mniej niż miary ludzkie, osiada gdzieś na dnie będąc niewytłumaczalnym świadectwem na czyjąś obecność i rodząc szacunek wewnątrz naszej przestrzeni. Ale zaraz, jakich nas, przecież nie istniejemy ;) A co dopiero Bóg lub NieBóg. Tej kartki ani czcionki też nie ma :D Dlaczego wszyscy, no dobrze, większość filozofów, tych znanych z tzw. historii lub tych niezapisanych a pewnie byli tacy choć pijarowsko się nie przebili, szukało dowodu na istnienie Boga/stwórcy a nie próbowali udowodnić nicości, byłoby to o wiele bardziej interesujące. Może ktoś się kiedyś pokusi lub już to zrobił,nie wiem, nie czytam wiele, jestem małoksiążkowa. Wynika to z kwestii kierowania uwagi i czasu. A może to Anzelm rozmawia nadal sam ze sobą, może niczego poza nim nie ma. Jest zatem i czasem i Bogiem :)


    Potocznie rzecz ujmując jest to książka od czapy, polecam ją wszystkim z całego serca, zaraz... który to będzie zmysł?

    *od czapy - abstrakcyjna, zabawna, inteligentna, zaskakująca, ciepła i cholernie rzeczywista
    a i jeszcze – zmysły to niemal gang, rodem z Olsena lub Kubusia Puchatka, w wyobraźni przybierają wiele form , gadające oczodoły ;) w przyszłości ktoś powinien przenieść książkę na ekran o ile nie odebrałoby jej to smaku
    był nawet taki film „Życie jak sen „

    Umysł na etapie odkrywania obserwatora w sobie nadal nadaje jak kataryna próbując ułożyć to co nienamacalne, nowe, ułozyć po raz kolejny wlasne postrzeganie rzeczywstości, w której coś się zmienia, on się zmienia w środku, dobrze by było gdyby to sobie z kimś mądrym przedyskutował ale może nie będzie musiał bo duchowość, zasady kreacji, poziomów snu itp. przychodzi i tak do każdego sama, taki program :))) a my podobno sami chcieliśmy się zalogować do tej gry więc grajmy, została jeszcze na pewno spora ilość leveli i to nawet w tym życiu ;)
    taki mam od strony duchowej odbiór tej książki, życiowo zaś coż, może nastał etap rozliczeń z samym sobą, kobietami życia,etc. co i tak ostatecznie widzie do poklepania siebie samego po ramieniu pt. Anzelmie nicponiu, wiodłeś ciekawe życie, teraz też jest ok i cokolwiek się stanie będzie dobrze. A Bóg, jeśli istnieje, na pewno się z Tobą nie nudzi :)

    Proszę o wybaczenie przy nadinterpretacjach ;)


    Bożena.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka